Jeszcze niedawno stworzenie modelarskiego dodatku wymagało firmy, zaplecza produkcyjnego, kapitału i sprzedaży. Dziś coraz częściej wystarczy komputer, drukarka 3D i grupa pasjonatów na forum internetowym. To zmiana, której skutki dopiero zaczynamy rozumieć.
Na przykładzie modelarstwa i rozwoju naszej firmy chcę pokazać, jak dodatki do gotowego produktu mogą stać się zarzewiem znacznie większej zmiany. Rewolucje branżowe często nie zaczynają się od głównego produktu, lecz od obrzeży rynku — akcesoriów, ulepszeń, części zamiennych i rozwiązań tworzonych początkowo na marginesie rynku.
Jako Arma Hobby byliśmy jedną z pierwszych firm modelarskich w Polsce, a prawdopodobnie także jedną z pierwszych szerzej wykorzystujących druk 3D w produkcji akcesoriów. W różnych skalach powstało w ten sposób blisko 200 produktów.

Druk 3D, zdjęcie: Shutterstock
Nasza droga: od Adalbertus do Arma Hobby
Zanim powstała Arma Hobby, prowadziłem jednoosobową działalność gospodarczą pod marką Adalbertus. Firma zajmowała się dodatkami modelarskimi, figurkami i produktami historycznymi. To właśnie wtedy zaczęły się moje pierwsze eksperymenty z drukiem 3D.
Powstawały m.in. figurki historyczne w skali 120 mm, takie jak żołnierz Wojska Polskiego w Berlinie 1945 roku czy podpułkownik 55 Poznańskiego Pułku Piechoty z wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Były to projekty niszowe, ale pokazywały, jak wiele daje połączenie historii, modelarstwa i nowych technologii.

Przełomowym momentem było dla nas wyprodukowanie modelu śmigłowca K-Max w skali 1/72. Ten projekt pokazał nam, że można myśleć szerzej niż tylko o dodatkach.
Dał impuls do rozpoczęcia nowego etapu. Wtedy powstała Arma Hobby – spółka założona wspólnie z Marcinem Ciepierskim, wybitnym projektantem modeli.
Założenie było proste: skoro projektujemy już elementy w 3D, możemy rozwijać firmę etapami.
Najpierw akcesoria z żywicy odlewanej i druku 3D. Później być może modele cyfrowe sprzedawane jako pliki. A może kiedyś także modele plastikowe. Ten ostatni wariant wydawał się wtedy najmniej prawdopodobny. Ostatecznie to właśnie on stał się głównym kierunkiem rozwoju firmy.

Po co modelarzowi druk 3D?
Klasyczne części plastikowe powstają w stalowych formach wtryskowych, które najczęściej są dwudzielne. To rozwiązanie świetnie sprawdza się w produkcji seryjnej, ale narzuca pewne ograniczenia konstrukcyjne.
Druk 3D działa inaczej. Część budowana jest warstwa po warstwie, dzięki czemu można zaprojektować detal rozwinięty przestrzennie, z widoczną strukturą z każdej strony, bez kompromisów wynikających z podziału formy.
Dlatego druk 3D szczególnie dobrze sprawdza się w akcesoriach modelarskich: kokpitach, fotelach, wnękach podwozia, uzbrojeniu, silnikach, figurkach czy rzadkich wersjach wyposażenia.
Jak wyglądał druk 3D na początku
Dziś wielu modelarzy kojarzy druk 3D z gotowym detalem wysokiej jakości. Na początku wyglądało to zupełnie inaczej.
Druk 3D nie był wtedy używany głównie do produkcji finalnych części, jak ma to miejsce obecnie. Jego podstawową rolą było tworzenie prototypów i wzorów przeznaczonych do dalszej produkcji z żywicy w formach silikonowych.
Sam wydruk był drogi, a jakość powierzchni daleka od dzisiejszych standardów. Mimo to technologia dawała ogromną przewagę nad tradycyjnym wykonywaniem wzorów ręcznie.
Rozwiń: jak wyglądało przygotowanie wzoru do produkcji
Projekt trzeba było zlecić do wydruku w twardej, przezroczystej żywicy. Następnie element pokrywało się surfacerem Gunze, szlifowało, poprawiało powierzchnię i dopiero wtedy nadawał się do dalszego wykorzystania.
Był to bardziej proces rzemieślniczy niż przemysłowy.
Dlaczego zrezygnowaliśmy z akcesoriów
W latach 80., 90. i na początku XXI wieku produkcja akcesoriów modelarskich stała się podstawą rozwoju wielu znanych marek. Firmy takie jak Verlinden, VLS czy Eduard, a także dziesiątki mniejszych producentów, rosły dzięki temu, że dawały modelarzom możliwość ulepszania prostych wtedy zestawów plastikowych.
Dodatkowe blaszki fototrawione, żywiczne kokpity, koła, uzbrojenie czy detale wnętrza pozwalały zamienić przeciętny model w coś znacznie lepszego.
Gdy Arma Hobby zaczęła się rozwijać, stanęliśmy jednak przed prostym wyborem. Mieliśmy ograniczone zasoby projektowe.
Albo rozwijamy nowe modele plastikowe do sklejania, albo projektujemy kolejne akcesoria.
Wybraliśmy modele plastikowe.
Uznaliśmy, że większą wartością będzie tworzenie pełnych zestawów, które dadzą modelarzom jak najwięcej satysfakcji ze sklejania.

Od gotowego produktu do pliku STL
Kilka lat temu wróciliśmy do tematu z innej strony. Zamiast produkować fizyczne akcesoria, zaczęliśmy udostępniać w instrukcjach Arma Hobby linki do pobrania podstawowych plików 3D do nowych modeli.
Nie było to nic całkiem nowego. Plikami dzielili się autorzy blogów modelarskich, jak Tomek Gronczewski, czy posiadający duże zasięgi David Damek z kanału YouTube Plasmo. Udostępnianie plików wykonanych przy okazji projektu modelarskiego jest częste także wśród twórców budujących swoje społeczności fanów na platformach crowdfundingowych, np. Patreon.
My po prostu chcieliśmy dodać klientowi wartość bez konieczności budowania osobnej działalności pobocznej.
Chodziło o te kilka detali, które trudno wykonać idealnie metodą wtryskową: pasy pilota, nawiercone końcówki rur wydechowych, subtelniejsze lufy uzbrojenia czy drobne elementy wnętrza.
Rozwiń: jak działały pliki STL i licencja
Do każdego pliku dołączyliśmy prostą licencję: możesz drukować dla siebie ile chcesz i dla kolegów, ale nie możesz sprzedawać.
Szybko zauważyliśmy nowe zjawisko. Na forach modelarskich ludzie zaczęli umawiać się na wspólne drukowanie. Ktoś miał drukarkę, ktoś potrzebował części, ktoś testował nowe żywice.

Zdjęcie: Maciej Noszczak/Facebook Arma Hobby Model Builder Group
Me 262 i sygnał zmiany
Po premierze naszego Me 262 wydarzyło się coś jeszcze ciekawszego. Na grupach modelarskich i forach kilka osób niemal równocześnie zaczęło opracowywać własne wydruki do tego modelu. Bez narzekania — po prostu modelarze wzięli się do pracy, a wyniki pojawiły się błyskawicznie.
Zanim duzi i mali producenci aftermarketu zdążą przygotować ofertę, społeczność potrafi już działać sama.
Ktoś projektuje, ktoś drukuje, ktoś testuje. W końcu akcesoria stały się dostępne niemal na żądanie, poza obiegiem komercyjnym. Jak szklanka cukru lub jajka pożyczone od sąsiadów. Nikt nie pyta nikogo o pozwolenie.
Już sama dostępność drukarek 3D o dobrych parametrach w cenie około 1000 zł powoduje, że każdy modelarz może zacząć swoją drogę ku małej firmie produkującej akcesoria lub po prostu ku udoskonaleniu własnych modeli. I dzielić się efektami swojej pracy.
Czy to moment jak fotografia cyfrowa?
W historii biznesu symbolem takiej zmiany jest Kodak. Firma dominowała fotografię analogową, miała silną markę, dystrybucję i ogromne kompetencje produkcyjne.
Problem nie polegał na tym, że nie znała nowej technologii — przeciwnie, to właśnie w Kodaku powstał jeden z pierwszych aparatów cyfrowych.
Problem polegał na tym, że fotografia cyfrowa początkowo wyglądała gorzej od analogowej i zagrażała bardzo dochodowemu modelowi biznesowemu opartemu na filmach, papierze i chemii fotograficznej.
Nowa technologia była gorsza pod wieloma względami, ale stawała się coraz bardziej dostępna.
Rozwiń: przykład historyczny — Kodak

Przez większą część XX wieku Kodak był symbolem fotografii. Firma dominowała rynek filmów fotograficznych, papieru do zdjęć i laboratoriów wywołujących odbitki. Zarabiała nie tylko na aparatach, lecz przede wszystkim na materiałach eksploatacyjnych.
Co ciekawe, to właśnie inżynier Kodaka zbudował jeden z pierwszych aparatów cyfrowych już w 1975 roku. Firma znała więc nową technologię bardzo wcześnie.
Problem polegał na tym, że fotografia cyfrowa początkowo była słabsza jakościowo i zagrażała niezwykle dochodowemu modelowi biznesowemu opartemu na filmach oraz chemii fotograficznej. Kodak długo bronił starego rynku. Miał też częściowo rację, twierdząc, że zdjęcia cyfrowe będą niewygodne dla użytkownika i trudne do pokazania znajomym bez dodatkowego sprzętu.
Gdy zdjęcia cyfrowe stały się wystarczająco dobre, wygodniejsze w użyciu i praktycznie darmowe w wykonaniu kolejnej fotografii, zmiana nastąpiła gwałtownie. Dawny lider stracił przewagę, a w 2012 roku Kodak ogłosił bankructwo ochronne w USA.
To klasyczny przykład sytuacji, w której nowa technologia początkowo wygląda gorzej od starej, ale zmienia zasady gry szybciej, niż lider rynku się spodziewa.
Na zdjęciu: Rolki filmu Kodak – symbol epoki, w której zarabiało się na materiale eksploatacyjnym, nie na samym urządzeniu. Fot. autora.
Czy podobnie będzie z rynkiem modelarskich dodatków? To pytanie pozostaje otwarte.
Co może wygrać
Być może nie wygra największy producent ani najtańszy sprzedawca.
Być może wygra ten, kto zbuduje najlepszą społeczność, najszybciej przygotuje projekty i zdobędzie zaufanie użytkowników.
Bo drukarka 3D sama w sobie nie jest przewagą. Przewagą jest pomysł, kompetencja i szybkość działania.
Rynek już się zmienia
Nie wiem jeszcze, dokąd to doprowadzi. Wiem jednak jedno – rynek modelarski już się zmienia.
A Wy jak sądzicie? Czy druk 3D stanie się dla modelarstwa tym, czym fotografia cyfrowa stała się dla rynku aparatów?